Slajdy w Chrzanowie za nami

3 października 2012 r. odbył się pokaz moich slajdów pt. „Bałkańska majówka 2012” w Chrzanowie. Dzisiaj otrzymałem z Oddziału PTT w Chrzanowie kilka zdjęć, które poniżej zamieszczam.

Posted in Korona Europy, prelekcje | Leave a comment

Na dachu Karpat

Gdy początkiem wakacji Tomek W. rzucił hasło: „Jedźmy na Gerlach”, od razu entuzjastycznie zapaliłem się do tego pomysłu. Zdecydowaliśmy by pojechać w trakcie dwutygodniowego urlopu. Niestety, okazało się, że Tomkowi cofnęli tydzień urlopu, a proponowany termin mu nie pasował… Postanowiłem, że pojadę sam, chyba, że uda mi się kogoś znaleźć.
Po kilku telefonach znalazł się jeden wariat – Łukasz G., z którym w tym roku byliśmy już razem na Bałkanach i w Liechtensteinie. Dwuosobowy zespół wydawał się być optymalny na prostą wspinaczkę Walowym Żlebem (0+), końcowym fragmentem Drogi Martina (2) i kończącym wspinaczkę – zejściem przez Batyżowiecką Próbę (0+).
W środę późnym wieczorem odebrałem Łukasza prosto z pracy i po niespełna trzech godzinach jazdy, pół godziny po północy dotarliśmy do miejscowości Vysne Hagy, skąd planowaliśmy ruszyć w górę. Noc spędziliśmy w samochodzie.
Wczesna pobudka o 4:30 rano, szybkie śniadanie i punktualnie o 5 wyruszyliśmy w drogę. Żółty szlak, którym wędrowaliśmy, prowadził początkowo przez las, następnie przez piętro kosówek by w końcu wyprowadzić nas nad Batyżowieckie Pleso. Nad staw dotarliśmy o 7:30 rano. Szybko zjedliśmy drugie śniadanie po czym stąpając po wielkich granitowych głazach, ruszyliśmy w stronę Walowego Żlebu.
Nie wiem, jak to zrobiliśmy, ale wylądowaliśmy u podnóża Batyżowieckiego Żlebu i to nim ruszyliśmy w górę. Kierując się wskazówkami z WHP12, szybko pięliśmy się w górę, po drodze mijając kilku przewodników sprowadzających turystów z Gerlachu. Jeden z nich przyczepił się do naszej obecności w żlebie, lecz wytłumaczyliśmy mu spokojnie, że jesteśmy członkami klubu wspinaczkowego i planujemy w wyższej partii wejść w drogę „trójkową”. Ścieżka była słabo widoczna i zamiast na najwyższym szczycie Tatr, w pierwszej kolejności wyszliśmy na przełęcz pomiędzy Skrajnym Gerlachem, a głównym wierzchołkiem. W ten sposób mieliśmy do pokonania około 200 metrów graniówki, która w wariancie przez nas wybranym z pewnością była „trójkowa” – a więc spełniliśmy słowo dane słowackiemu przewodnikowi.
Na szczycie, na którym stanęliśmy o 11:45, wykonaliśmy mnóstwo zdjęć dokumentujących nasz pobyt, wpisaliśmy się do książki wejść, a także podziwialiśmy przepiękne panoramy ze szczytu.
W drodze powrotnej szlak przez Batyżowiecką Próbę był jakby bardziej wyraźny. Wyszło nam, że jedynym miejscem wspólnym z naszą drogą podejściową była wspomniana próba. Poniżej szczytu oraz na samym dole mieliśmy do czynienia z łańcuchami, które w połączeniu z silnymi podmuchami wiatru były bardziej niebezpieczne niż osławiona „próba”. Kilkanaście klamer dla osoby niemającej lęku wysokości nie powinno sprawiać najmniejszego problemu.
Dochodząc do Batyżowieckiego Plesa spotkaliśmy kozicę z młodym, a nad samym stawem znaleźliśmy kilka chwil na rozprostowanie kości i zjedzenie ostatnich bananów i czekolad. Powrót żółtym szlakiem dłużył nam się i dłużył… W końcu, o 17:30 dotarliśmy do samochodu, usiedliśmy w nim aby odpocząć i… w tym momencie rozpoczęło się oberwanie chmury. Cóż, szczęście nam dopisywało dzisiaj cały dzień.
Do Bielska-Białej wróciliśmy o 21.

na najwyższym szczycie Karpat

Posted in Korona Europy | Leave a comment

Wróciliśmy!

Podróż busem przez Serbię, Węgry i Słowację minęła szybko i sprawnie. Większość z nas nie miała większych problemów z przespaniem całej drogi. Obudziłem się gdzieś w okolicach Czadcy i już w sobotni poranek mogłem przywitać się z moimi córeczkami.
Wyprawę z pewnością można uznać za udaną, pomimo, że zdobyliśmy ledwie dwa z pięciu zaplanowanych szczytów. Z powodu ogromu śniegu zmieniliśmy góry na opcję krajoznawczą, nieco poznając bałkańskie klimaty. Na pewno wrócimy na Bałkany!

Posted in Korona Europy | Leave a comment

Burzowo…

wkrótce…

ekipa na Midżurze

Posted in Korona Europy | Leave a comment

Z wizytą u Aleksandra Wielkiego

wkrótce…

taki mały prezent dla patrona medialnego :-)

Posted in Korona Europy | Leave a comment

Tu nie ma Serbii…

wkrótce…

to już Kosowo

Posted in Korona Europy | Leave a comment

Cudne nawisy

wkrótce…

białe szaleństwo

Posted in Korona Europy | Leave a comment

Tylko 210 kilometrów?

Czymże jest przejechanie 210 km, które wskazuje GPS? Jeszcze tego samego dnia planujemy rozpocząć podejście pod Zlą Kolatę, przecież lada moment przejedziemy Czarnogórę w poprzek i dotrzemy do Vusanje. Nic bardziej mylnego…
Po leniwie spałaszowanym śniadaniu zdecydowaliśmy skrócić drogę przez Durmitor i będziemy na „prostej” drodze do celu. Szybko zdobywaliśmy wysokość i wkrótce dojechaliśmy do Trsy, położonej na wysokości 1434 m n.p.m., w której spotkaliśmy motocyklistę z Warszawy. Nigdzie nam się nie spieszyło, wypiliśmy więc w knajpce po piwie, pozachwycaliśmy się krokusami rosnącymi na naturalnym nawozie w postaci krowich placków, zrobiliśmy mnóstwo zdjęć, po czym ruszyliśmy dalej…
Raptem kilka kilometrów dalej stanęliśmy przed sporym płatem śniegu na drodze, który uniemożliwiał przejazd samochodom. Zostaliśmy zatem zmuszeni do odwrotu… Cóż, największe od stu lat zimowe opady śniegu w tym rejonie Europy mają swoje wiosenne skutki.
Jadąc na około wiedzieliśmy, że będziemy musieli zrezygnować z Korabu, najwyższego szczytu Albanii i Macedonii, bo z powodu nieprzejezdnych dróg, mamy niemałe opóźnienie, do tego dziewczyny proponowały rozważyć opcję krajoznawczą…
Nieco przypadkiem, widząc drogowskaz do Pivskiego Monastyru, poprosiłem Maćka by skręcił. W końcu coś dla ducha też jest potrzebne. Był to strzał w dziesiątkę, gdyż jest to podaj najpiękniejszy, jeśli chodzi o polichromię, obiekt sakralny w Czarnogórze.
Dalsza droga nie była usłana różami, mijaliśmy śnieżne bandy wyższe od naszego busa. Gdzieś w połowie trasy zatrzymaliśmy się przy „restauracji” i na obiad zjedliśmy miejscowe specjały – zupę a’la rosół z baraniny i baranie żeberka na drugie danie… Strasznie tłusto…
Na trasie widzieliśmy mnóstwo ognisk i watr rozpalanych we wszystkich mijanych miejscowościach. Okazało się, że w ten sposób Czarnogórcy świętują nadejście maja oraz Święto Pracy.
Do Gusinje dotarliśmy późnym wieczorem. W miejscu, do którego dojechaliśmy, nieco przypadkiem Rafik wypatrzył stos opon, których w pierwszej chwili nie skojarzyliśmy z płonącymi watrami. Dopiero, gdy kładliśmy się spać, na miejsce dojechała grupka miejscowej młodzieży, spragnionej zabawy przy dużej ilości alkoholu. Choć z początku nieco obawialiśmy się tej ekipy, wkrótce okazało się, że „bratkowie” byli przyjaźnie nastawieni i wspólnie celebrowaliśmy ich święto. Gdy tylko daliśmy im znać, że rano idziemy w góry i chcemy się wyspać, w pięć minut zebrali się, by nam nie przeszkadzać i odchodząc życzyli powodzenia.

gdzie my jesteśmy?

Posted in Korona Europy | Leave a comment

Maglić zdobyty!

Z powodu trudności orientacyjnych, zdobycie wysokości zajęło nam więcej czasu, niż planowaliśmy i obok szałasu znaleźliśmy się już po północy. Rozbijanie namiotów, budowanie z desek platformy pod jeden z nich (niektórzy bali się śniegu…) zajęło nam trochę czasu i spać poszliśmy po 2 w nocy.
Wczesna pobudka przed 6 rano na pewno nie dodała nam sił, a niewielkie śniadanie w postaci jednej kanapki na głowę zdecydowanie zadziałało autodestrukcyjnie na mój organizm i w efekcie wlokłem się kilkaset metrów za resztą ekipy. Śniegu było dużo więcej, niż rok temu, lecz na szczęście był on mokry i dobrze zbity, w związku z czym nie zapadaliśmy się prawie wcale. Najłatwiej miał Kuba, który po wyniesieniu nart i butów powyżej stromego żlebu, ruszył w swoją stronę.
Z nieba lał się żar, a my powoli brnęliśmy w stronę czarnogórskiego Maglicia. Po dotarciu nań, trójce z nas odechciało się dalszej wędrówki na niebezpiecznie wyglądający wierzchołek, będący najwyższym punktem Bośni i Hercegowiny. W męskim gronie stanęliśmy na szczycie o godz. 15:00.
Droga powrotna była już dużo szybsza, zwłaszcza, że strome stoki pokonywaliśmy zjazdami na „czterech literach”. Zauważyliśmy też, że oznakowanie szlaku jest dużo lepszej jakości, niż przez rokiem. Widać duże inwestycje w turystykę.
Nieco gorzej było z zejściem przez las, gdzie „polska husaria”, czyli Kuba z nartami miał problemy z gałęziami. Zaczęła też nam doskwierać opalenizna, bowiem mocne słońce w połączeniu z ogromem śniegu, sprawiły, że każdy z nas spiekł się niemiłosiernie. Najzabawniej wyglądał Łukasz G., który po zdjęciu czapki wyglądał, jak wzorowy kibic biało-czerwonych, zawczasu przygotowany na zbliżające się EURO2012.
Wieczorem wróciliśmy do Mratinje i po skonsumowaniu zasłużonej obiadokolacji zdecydowaliśmy, że wyruszamy dalej dopiero rankiem.

czy to na pewno maj na południu Europy?

Posted in Korona Europy | Leave a comment

Jak przed rokiem

Po pracy, późnym popołudniem wyruszyliśmy na pierwszą w tym roku, organizowaną przez nas w ramach planu wydarzeń Oddziału PTT w Bielsku-Białej, wyprawę trekkingową „Bałkany 2012″. W skład ekipy wyprawowej wchodziło trzech członków Oddziału PTT: Łukasz Gierlasiński, Łukasz Kudelski i ja, a także stanowiący resztę ekipy bielskiej – Jakub Dorzak i Krzysztof Witosz oraz ekipa tarnowska: Karolina Kaczmarczyk, Rafał Magiera i Maja Starakiewicz. Kierowcą był sprawdzony w bojach podczas zeszłorocznego wyjazdu Maciek Żak.
Nim wyruszyliśmy, przepakowując w Buczkowicach bagaże w naszym busie, spotkaliśmy starszego pana, który twierdził, że właśnie wrócił z Brazylii i od którego dostaliśmy tabletki rzeń-szenia.
Jazda przebiegała spokojnie – bez problemów minęliśmy granicę słowacką, a następnie węgierską (uroki Strefy Schengen), po czym na nieco dłużej zatrzymaliśmy się przed granicą serbską. Okazało się, że długi weekend majowy mają nie tylko Polacy, ale też Węgrzy, Serbowie, czy Czarnogórcy. W efekcie straciliśmy tu niemal godzinę, a kilkanaście kilometrów za granicą, zatrzymaliśmy się na parkingu, by zregenerować siły. Część z nas postanowiła zdrzemnąć się na chodniku, reszta wybrała nocleg w samochodzie, a parking jak się okazało, był także naszym przystankiem rok wcześniej.
Kolejny dłuższy postój, po minięciu licznych serpentyn na górskich, serbskich drogach, czekał nas na granicy z Czarnogórą. Kolejna godzina postoju, po czym GPS pokierował nas okrężną drogą i do Mratinje dotarliśmy późnym popołudniem. Gospodarzy, u których spaliśmy w zeszłym roku akurat nie było, ale za zgodą sąsiadów rozbiliśmy namioty dokładnie w tym samym miejscu.
Po chwili odpoczynku i szybkiej kolacji, zdecydowaliśmy zdobyć nieco wysokości i spędzić nocleg w okolicach ruin szałasu, znanego nam sprzed roku.

Gdzieś na trasie

Posted in Korona Europy | Leave a comment